Agnieszka Drummer - o której ostatnio bardzo głośno na forach dot. nauki języka niemieckiego - otworzyła właśnie swoją platformę. Załapałam się na gratisowe testowanie programu i dostałam 101 pkt gratis (w sumie 5 pierwszych lekcji). Dziś przerobiłam pierwszą lekcję. Jest prosta jak drut i rzeczywiście zniechęca ("bo za proste"). AD dziwi, że chociaż ludzie mają 5 lekcji za friko, nie są ciekawi kolejnej. Oceniają po "okładce książki". Nota bene okładka nie zachęca - strona nie mami świetnym designem.
Powiem szczerze, że gdybym nie przeczytała tej osobistej notki dotyczącej reakcji ludzi , też pewnie bym dała sobie siana. Po pierwszej lekcji!!!
Jeśli ktokolwiek i kiedykolwiek zajrzy na mojego bloga, kieruję na stronę: kursyniemieckiego.de
piątek, 15 czerwca 2012
czwartek, 14 czerwca 2012
Królik doświadczalny
Na nowo startuję z niemieckim. Dalej mieszkam w Niemczech i nie zapowiada się, że tak szybko się stąd zwinę (nawet jakbym chciała). Pozostaje "oswoić" rzeczywistość, zaangażować się w nią, zrozumień reguły gry.
Co mogłabym robić zamiast uczyć się niemieckiego?
Bujać w obłokach, narzekać na swój los, cofać się w rozwoju, popadać w deprechę, szukać pracy sprzątaczki.
Boję się chyba uczyć niemieckiego i angażować w niemiecki świat z jednego prostego powodu - nie chcę tu zostać. Boję się, że utkwię w świecie, którego nie czuję, nie rozumiem i który generalnie źle mi się kojarzy (z emocjonalną pustką, brakiem przyjaznych ludzi, własną niezaradnością, zagubieniem i "tyraniem" przez osoby bliskie).
Nie zauważam jednego, że nie wsiąknę w coś, co mi nie odpowiada. Będę uciekać, będę szukać alternatyw.
Wessanie przez niemiecki odkurzacz mi nie grozi! A tego właśnie lękam się najbardziej.
Moje doświadczenia z nauką języków wszelakich są bardzo nieprzyjemne. Wysiłek - tak, efektu brak i wewnętrznej/zewnętrzenj nagrody brak. Ja jestem bardzo łasa na prezenty, na karmienie mojej głowy endorfinami...
Obcy język wymaga dyscypliny, wysiłku, poświęcenia, zaangażowania, nienawidzi niesubordynacji, szybko zbija z pantałyku. Umie się odwdzięczyć tylko, jeśli oddasz mu się w pełni.
Próbowałam go polubić, zrozumieć, oswoić - ciągle gryzie.
Język obcy interesuje mnie jako żywa struktura, środek do porozumienia się z ludźmi. Nie mam obecnie żadnych kontaktów z Niemcami. Naturalnym jest, że mój mózg odrzuca przydatność języka niemieckiego.
Co mogłabym robić zamiast uczyć się niemieckiego?
Bujać w obłokach, narzekać na swój los, cofać się w rozwoju, popadać w deprechę, szukać pracy sprzątaczki.
Boję się chyba uczyć niemieckiego i angażować w niemiecki świat z jednego prostego powodu - nie chcę tu zostać. Boję się, że utkwię w świecie, którego nie czuję, nie rozumiem i który generalnie źle mi się kojarzy (z emocjonalną pustką, brakiem przyjaznych ludzi, własną niezaradnością, zagubieniem i "tyraniem" przez osoby bliskie).
Nie zauważam jednego, że nie wsiąknę w coś, co mi nie odpowiada. Będę uciekać, będę szukać alternatyw.
Wessanie przez niemiecki odkurzacz mi nie grozi! A tego właśnie lękam się najbardziej.
Moje doświadczenia z nauką języków wszelakich są bardzo nieprzyjemne. Wysiłek - tak, efektu brak i wewnętrznej/zewnętrzenj nagrody brak. Ja jestem bardzo łasa na prezenty, na karmienie mojej głowy endorfinami...
Obcy język wymaga dyscypliny, wysiłku, poświęcenia, zaangażowania, nienawidzi niesubordynacji, szybko zbija z pantałyku. Umie się odwdzięczyć tylko, jeśli oddasz mu się w pełni.
Próbowałam go polubić, zrozumieć, oswoić - ciągle gryzie.
Język obcy interesuje mnie jako żywa struktura, środek do porozumienia się z ludźmi. Nie mam obecnie żadnych kontaktów z Niemcami. Naturalnym jest, że mój mózg odrzuca przydatność języka niemieckiego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)